Mamo, tato, sypiam z wrogiem – „Żywopłot” Dorit Rabinyan

Historia miłości Żydówki z Tel Awiwu i Araba z Hebronu wstrząsnęła Izraelem. Uhonorowany Nagrodą Bernsteina bestseller Dorit Rabinyan obronił się przed cenzurą głosami wielu literatów, czytelników, nauczycieli i działaczy politycznych. Miłość, która połączyła autorkę z palestyńskim malarzem Hassanem dała początek powieści „Żywopłot”.

Liat, młoda dziewczyna pochodząca z Izraela, słyszy pukanie do drzwi swojego nowojorskiego mieszkania. To FBI. Zadają parę pytań, wychodzą. Wcześniej ktoś widział jak siedziała w kawiarni z laptopem i coś pisała. Niezrozumiałym dla niego językiem, może po arabsku? W metrze było ogłoszenie, że gdybyś zobaczył coś niepokojącego, zadzwoń. Dlaczego? Mamy rok 2002, Nowy Jork żyje traumą tragedii 11 września. NYC, miasto ponad podziałami, wielokulturowe i tak różnorodne, że może być symbolem wolności dla izraelskiej żydówki i palestyńskiego artysty Hilmiego. Znajdując siebie w miejscu tak odległym od domu, stają się sobie niebezpiecznie bliscy, a nie powinni. Izrael i państwa Arabskie są pogrążone w konflikcie od 68 lat.

Liat i Hilmi poznają się tak jak wiele par na całym świecie – w kawiarni. Zbliża i wspólny papieros, poszukiwanie zawieruszonych kluczy, pochodzenie… Choć to nie do końca, bo jak są sobie bliscy na amerykańskiej ulicy przy nieznośnym mrozie, tak dalecy i od małego nauczeni, by się nienawidzić. Ich kraje pogrążone w wojnie, rodzina, bliscy nigdy nie zaakceptowaliby tej znajomości. A co dopiero rodzącego się przy papierosowym dymie uczuciu. Liat przebywa w Nowym Jorku na stypendium. To tylko chwilowe, nikt nie musi wiedzieć, mówi sobie. Ale Hilmi jest przecież tak troskliwy, tak opiekuńczy i przekształca amerykańską przygodę w namiętny romans, poczucie bezpieczeństwa i bliskości, na które przecież oboje tak rzadko sobie pozwalają. Boją się zaangażowania i boją się o tym rozmawiać, choć rozmawiają bez przerwy i tak mijają kolejne miesiące dzielące ich od rozstania. Liat wraca do Tel Awiwu.

Powiedzieć, że książka Dorit Rabinyan wywołała kontrowersje, to powiedzieć przeraźliwie mało. „Żywopłot” wywołał społeczno-polityczny konflikt i został wykreślony ze szkolnej listy lektur przez izraelskie Ministerstwo Edukacji. Powód? Miłość Izraelki i Palestyńczyka. Autorce zarzucono szkalowanie izraelskiej armii, promowanie małżeństw mieszanych, co jest zagrożeniem dla żydowskiej odrębności. W ramach protestu zaczęto wykupować książki po kilka egzemplarzy, pozycja zaczęła znikać z półek, zaplanowano dodruk. Przy okazji przetłumaczono ją na piętnaście innych języków. Rabinyan zaskoczona pozytywnie obrotem sytuacji podkreśla, że akt zakazywania jakiejkolwiek pracy artystycznej czy literackiej jest rysą na obliczu demokratycznego społeczeństwa. Czy debata jednak może być początkiem do dialogu między państwami? Jest to daleko idąca sugestia, jednakże otwiera w Izraelu furtkę do pytań kim jest wróg i dlaczego niby nim jest.

„Żywopłot” to poza polityczną otoczką głównie historia nieśmiałej miłości. Romansu poniekąd zakazanego, trzymanego w tajemnicy i niezwykle kameralnego. Na poły biograficzna powieść Dorit Rabinyan ukazuje też coś bardzo ważnego, czyli zachowanie tożsamości w związku. Bo można łatwo zlać się w jedną osobę, dwie identyczne krople wody. Dla Hilmiego i Liat było nieco prościej, bo dzieliło ich tak wiele, choć w jednym konkretnym punkcie czasu byli razem w Nowym Jorku i było pięknie. Związki osób z dwóch różnych krajów trwają teraz, lecz zauważyć można, że i wspomnienia, i doświadczenia są inne. Tak dużo dzieli, od religii, przez wpojone stereotypy, po samą nawet ideę postrzegania świata. A Ameryka, jako „ziemia niczyja” wzmogła to uczucie. Przyjemna historia o niespodziewanej (a jakże) miłości pisana była sześć lat. Dziś, w roku 2016, ludzie wciąż zabijają się w imię religii.

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Mamo, tato, sypiam z wrogiem – „Żywopłot” Dorit Rabinyan

Możliwość komentowania jest wyłączona.